Chorwacja to nasza druga śródziemnomorska miłość, zaraz po Włoszech. W zasadzie, to w Chorwacji czujemy się z jednej strony egzotycznie – z racji przyrody i krajobrazów, a z drugiej strony swojsko – pewnie głównie z racji podobieństwa językowego, ale też w pewnym sensie mentalnego. Rejon, w którym dotychczas fotografowaliśmy kilka ślubów i sesji plenerowych, to środkowa Dalmacja – Trogir, Split i Makarska. Przepiękne krajobrazy, perfekcyjna pogoda również tuż poza głównym sezonem wakacyjnym (wrzesień, październik), małe, ale urocze plaże, pyszne jedzenie w lokalnych knajpkach – to sprawia, że Chorwacja wciąga jak narkotyk. I zawsze, gdy stamtąd wyjeżdżamy, już nie możemy doczekać się następnego razu. Oczywiście jedyny ból to kilkunastogodzinna jazda autem, ale za to można po drodze zaliczyć np.Jeziora Plitwickie – warto!

Na ślubie Ani i Macieja znaleźliśmy się dzięki wedding plannerce Ani z Wedding in Cro – Chorwacja to dla Ani druga ojczyzna już od kilkunastu lat, zna środkową Dalmację jak własną kieszeń, a organizacja ślubu to jej prawdziwa pasja. Ta dziewczyna to po prostu wulkan energii, dla Ani nie ma rzeczy niemożliwych i dla swoich par jest w stanie ogarnąć nawet rzeczy, które wydają się nie do ogarnięcia. Serio! A do tego zawsze potrafi zachować zimną krew i spokój – myślę, że ma wszystkie cechy, które dobra konsultantka ślubna mieć powinna.

Ślub Ani i Macieja był dla nas wyjątkowy m.in.z tego względu, że odbyły się dwie ceremonie – ślub kościelny w okolicach Splitu oraz ślub cywilny z przecudnym widokiem na morze, już w samym Splicie. Tak że dla par, które chcą połączyć tradycję, ale jednocześnie marzą o zawarciu związku małżeńskiego tuż nad samym morzem – jest jak najbardziej taka możliwość! Młoda Para była w tym najważniejszym dla siebie dniu z gronem najbliższych osób, wszystkim humory bardzo dopisywały, a atmosfera z jednej strony była podniosła – wiadomo, w końcu ślubu nie bierze się codziennie, ale z drugiej strony wszyscy byli niezwykle wyluzowani, z Anią i Maćkiem na czele. Tuż po ceremonii z widokiem na morze było kilka chwil na wspólne zdjęcia z rodziną i znajomymi oraz szybką sesję plenerową, a potem wszyscy udaliśmy się kilkanaście kilometrów dalej, na przecudne wzgórze w okolicach Splitu. Krążąc po wąskiej wijącej się drodze mogliśmy podziwiać słońce powoli zachodzące za horyzont. Na szczęście jeszcze na jakieś pół godziny przed samym zachodem słońca zdążyliśmy dojechać do przepięknie położonej restauracji – Ania i Maciek ze swoimi gośćmi mieli iście VIPowski stół z zapierającym dech widokiem na całą zatokę i góry. Sama restauracja nie jest duża, ma sporo stolików na zewnętrznym tarasie jak i wewnątrz, jest prowadzona w rodzinnym klimacie. Potrawy, które są serwowane są wprost przepyszne – chyba najlepsze, jakie jedliśmy w Chorwacji! Z tego względu, że jedzenie jest przygotowywane na ściśle określoną liczbę gości, to dostanie stolika wchodząc tak sobie „na spontana z ulicy” jest niemożliwe i trzeba robić rezerwacje z minimum kilkudniowym wyprzedzeniem. Na pewno tam kiedyś wrócimy przy okazji kolejnej wizyty w środkowej Dalmacji.